Macro pod lodem

Dwa miesiące przerwy, a ja nie dawałem już rady psychicznie. Zdecydowałem się nie tracić kolejnej niedzieli, skoro nie było z kim, to pojechałem sam. W drodze słuchając różne filmiki z tuby, o chorych czasach w jakich przyszło nam żyć.

 

 

 

Na pierwszy parking dojechałem dosyć wcześnie, na miejscu okazało się, że nie ma nikogo, na szczęście był jakiś przerębel, zapewne z dnia poprzedniego.

 

 

 

Tym razem plan mam prosty, pokręcić się na płyciźnie i popstrykać fotki macro żyjątkom w pobliżu przerębla. Dosyć mocno wiało, a temperatura w okolicy 5 stopni nie rozpieszczała. W ramach zastrzyku energetycznego wciągnąłem całą tabliczkę czekolady z orzechami. Klarowanie i chop do przerębla. No i tu miałem chwilę konsternacji, przed wskoczeniem do wody, nie ogarnąłem manometru, który gdzieś teraz był a ja go nie potrafiłem wymacać. Chwilę to trwało zanim go znalazłem po uprzednim rozpięciu uprzęży.

 

 

 

Postanowiłem że linę opustową zrobię spod lodu, bałem się żeby jakiś przypadkowy turysta mi jej nie zawinął. Na dole przymocowałem linkę z kołowrotka do jakiegoś kamienia, ustabilizowałem do łańcucha z Andrzeja blaszanki i popłynąłem w szuwary.

 

 

 

Wiedziałem że jadę robić macro, latarki zostawiłem w domu żeby nie przeszkadzały. Robię więc kilka zdjęć i konsternacja, co jest kur…. Czemu to takie rozmyte. A no tak, przypomniałem sobie że do macro trzeba przymknąć przesłonę do około 11. No tak, ale ze mnie deb….l zostawiłem światła w domu, a teraz mam jakieś okropnie wielkie ISO. No nic następnym razem nie popełnię tego błędu.

 

 

 

Udało się zrobić niezłą fotkę pijawki, technicznie bardzo trudno robić zdjęcie obiektom które mają około 3cm a średnicę milimetra. A minimalną odległość obiektywu od obiektu muszę mieć 25 cm. Coś jakby robić zdjęcie przez teleobiektyw, zającowi z odległości 100 metrów. Chruścików było całkiem sporo, tylko jakieś takie, mało fotogeniczne miały kolory.

 

 

 

Ogólna wizura była niezła, ale nie do zdjęć szerszego planu, roztapiający się lud tworzył brzydką zawiesinę. Temperatura wody 3.4 stopnia, a lodu było jeszcze około 10 cm. Z wody wyszedłem po 70 minutach i muszę przyznać, czekolada zrobiła robotę.

 

 

 

A na koniec myśl „lepiej żyć niż być”

2021.03.14 Hancza Macro pod lodem

2 thoughts on “Macro pod lodem

  1. Trochę tak ściemniam, że nie było z kim. Nie szukałem, nurkowania podlodowe to bardzo trudne nurkowania. Robiąc fotki macro, nie jestem partnerem nurkowym. Wolę pójść samotnie.
    Wpadnij do klubu, pogadamy, zajarasz, spotykamy się prawie w każdy czwartek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.